z przyjaciółmi i w poszukiwaniu ich
bolesny dwukrotny upadek
(krew miała biały kolor i kremową konsystencję, jak mleko zagęszczone)
trudno jeździć w dwójkę na jednym rowerze
(tym czasem warto próbować przekraczać mosty i najruchliwsze ulice
nigdy nie zapomnę jak zupełnie niepoważnie
niewygodnie
słońce świeciło nam prosto w oczy, rzeka płynęła jakoś spokojniej
wyrywaliśmy sobie po kawałku serca
i truskawki były wtedy świeże)
zostawiłam swoje rzeczy w zamkniętym pomieszczeniu
na które napierał dziki tłum ludzi
(strach przed zniszczeniem przedmiotów)
próbowałam kogoś znaleźć
(zepsuł mi się telefon)
hala była wielka
nie znalazłam
potem ktoś wysypał mi swoje kolorowe muszelki
z każdej z nich płynęły kilometry zapisanych klisz
szesnaście milimetrów
dużo śmiechu i ciepłych uczuć (...)
(nie chciałam tego robić, ale gdy wysypano moje muszle, wszystkie były czarne, to były te z małży.
wtedy ten ktoś, kto pokazał mi swoje muszle
dorwał się do starej szafy, z której zaczął wygrzebywać zakurzone kolory.
to była moja przeszłość.)
/ostatnio nic lepszego mi się nie przyśniło. nie mam też szczególnej weny, żeby tworzyć tu jak zwykle niezrozumiałe porównania, więc to zimny przekaz.
' pozdrawiam'









Previous PageNext Page